...

Nartorolki sportowe i terenowe Rawicz

rajd w tychach

Rajd Nartorolkarzy i Rowerzystów w Tychach-2024r.

1 maja 2024 roku na pewno przejdzie do historii, jako rajd pełen emocji i ostrej jazdy w słońcu i kurzu. SkikeRun3 Tychy 2024r. Cross-Skating.pl przygotował dla wszystkich wyjątkowe wydarzenie.
Droga dojazdowa na plac zbiórki wypełnia się ludźmi. Nartorolkarzy na niewielkim placu przybywa, ale i rowerzystów. Przede mną twarze wielu znajomych, ale i takich których widzę pierwszy raz. Frekwencja uczestników rajdu znacznie przekroczyła tą z ubiegłorocznego rajdu w Dolinie Baryczy. Trudno by mi było wymienić wszystkie miejscowości, skąd się zjechali sympatycy nartorolek terenowych.
Na honorowym miejscu osłoniętym namiotem stoją dumnie karbonowe nartorolki Floig, które większość z nas może po raz pierwszy zobaczyć, dotknąć i podnieść. Lekkość w dłoniach jest wyczuwalna. Na pozór wydają się delikatne i nie nadające się do intensywnej, długiej jazdy terenowej. Ale to tylko pozory, co udowadnia Arek cały rajd jadąc właśnie na nich.

Część oficjalna nieco się przedłuża, ale są ku temu mocne powody. Zdjęcia i powitanie uczestników przez Arka są warte tych kilku chwil, bo takie rajdy z taką oprawą zdarzają się niezwykle rzadko. I tylko brakuje Otto Edera, którego sprawy rodzinne zmusiły do powrotu do domu. Na pewno będzie jeszcze kiedyś okazja uścisnąć dłoń twórcy nartorolek skike, których popularność wzrasta z każdym rokiem.
Pierwszy cel to jezioro Paprocańskie, które zastajemy skąpane w słońcu i błękicie nieba. Drewniany pomost i jazda jego brzegiem to sama przyjemność. Zapach parującej wody unosi się przy brzegu i przypomina nam o błogich letnich wakacjach.

Ale po chwili skręcamy w las by zagłębić się w wąskie leśne, szutrowe alejki i kluczymy pomiędzy licznymi rowerzystami i pieszymi. Trudno chwilami dociec kto jest uczestnikiem rajdu a kto nie. Szutrowe ścieżki czasami kamieniste i sypkie poddają się lekko, ale to dopiero początek jazdy.
Gdy alejki się poszerzają jedziemy szybciej a z pod nóg unosi się w górę zawiesina kurzu. Unosi się nisko i wbija w nasze nozdrza. Przejeżdżając przez tą mgłę ciężko się oddycha. Uciekamy stąd szybko w miejsce gdzie powietrze jest czystsze, gdzie można poczuć zapach lasu. Ale ono spalone słońcem nie ma zapachu, stoi w miejscu, jest puste i mdłe. Wgryza się w nasze usta bo wciąż wokół nas szum szutru pod nogami i unoszą się drobiny kurzu. Jeszcze trochę musimy poczekać, aż krajobraz się nieco zmieni.
W końcu docieramy do ścieżek asfaltowych. Jedne dobrej jakości, gdzie można rozwinąć większą prędkość ale są i takie gdzie nogi drżą i podskakują. Pchasz jednak do przodu w nadziei, że gdzieś już za następnym kilometrem będzie lżej. Ale nie po to jedziemy by było lżej. Jedziemy po to by nam wszystkim było przyjemniej, by doznać wrażeń, których nie doznasz biegając czy jeżdżąc na rowerze.
Co jakiś czas zwalniamy, zbieramy grupę i przystajemy tam, gdzie można wypić coś więcej niż tylko wodę i uzupełnić nasze pustoszejące bidony.
Na drodze pojawia się też miejscowość Pszczyna, zamek i słodki ryneczek na którym liczne drzewa pozbawione jeszcze liści nadają temu miejscu swoistego uroku. W drodze powrotnej zobaczymy raz jeszcze panoramę zamku z drugiej strony skąpaną w zieleni drzew i odbijającą się w tafli wody.
W końcu docieramy do ogrodów Kapias gdzie czeka nas dłuższy odpoczynek, obiad i krótkie zwiedzanie. Piękna pogoda wręcz przygnała tu ludzi pewnie nie tylko z okolicznych miejscowości. Jest tłoczno a poruszanie się alejkami utrudnione. Ale widoki warte są dłuższego spaceru. Wszystko tu rozkwita, wszystko w pięknych barwach a trawa jak z angielskich ogrodów. Więc i ta chwila musi być zapamiętana przez naszego kamerzystę, który podąża za nami jak cień.
Wracamy w większości tą samą drogą, przecinając się przez te szutrowo-asfaltowe ścieżki. Sił w nogach coraz mniej a na koniec zamykamy pętle wokół jeziora Paprocańskiego, by chwilę później dotrzeć do miejsca w którym nasza przygoda się zaczęła.


Ponad 50 km za nami. Było gorąco, szutrowo, sucho w oparach kurzu i przyjemnie palącym z nieba słońcu. Chwilami chciało się rzucić w odmęt wody, schłodzić twarz i i nogi, ale może następnym razem to się uda. Było kilka awarii sprzętu, ale obyło się bez upadków i zdartych kolan. I mimo że nie było błota, nartorolki będą wymagały dokładnego czyszczenia, bo ich kolor zmienił się. Pobladły, straciły swój uroczy sportowy blask.
Rajd był tylko częścią całości spotkania, którą zaplanował Arek. Były i symboliczne medale za pokonanie ponad 50 kilometrów. Wszystko się wspaniale spięło i nikt z tego miejsca nie miał prawa wrócić bez uśmiechu na ustach. Dzięki Cross-skating.pl za wspaniałe przeżycia i oby te nasze skajkowe przygody nie miały końca. Do zobaczenia na kolejnym rajdzie. Tym razem w Dolinie Baryczy 19 maja , które przygotowuje dla Was Stowarzyszenie „Nartorolki Doliny Baryczy”

Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.