Gdy zadano mi pytanie czy pojadę znów do Zieleńca na narty, odpowiedź mogła być tylko jedna. Jadę, chociaż tym razem musiałem zmodyfikować swój pobyt.
Skorzystałem z podpowiedzi dotyczącej wyjazdu do Zieleńca by w drodze wysiąść wcześniej w Spalonej i tam spróbować swoich sił. I to okazał się strzał w dziesiątkę.
Sobotni poranek(15.02.2025r.) Za oknem sypie śnieg, droga przykryta cienką warstwą, jest ślisko i widoczność nie najlepsza na krętych drogach do Spalonej, ale przed dotarciem na miejsce słońce przebija się przez chmury i przestaje padać.
A tam znów teren dla mnie nieznany, ale jest schronisko i co najważniejsze wypożyczalnia. Tym razem narty zostały dużo lepiej dobrane i dodatkowo nasmarowane. Pan w wypożyczalni mówi mi jak wjechać na trasę i już po kilku minutach jadę w stronę Małej Jagodnej.
Warunki śniegowe dobre, ale jak się później okaże na trasie nie wszędzie jest jednakowo. Za namową innych narciarzy jadę właśnie w stronę Małej Jagodnej, gdzie te warunki są najlepsze. I to okazało się szczęśliwym wyborem. Śniegu może nie aż tak wiele jak by się chciało i miejscami ukazują się przetarcia, ale najważniejsze jest co innego. Trasa w wielu odcinkach ma dobrze widoczne tory, przez co jazda jest przyjemna i zupełnie nie przypomina walki o byt miesiąc temu w Maserakowekj Chacie. Trasa nie jest zatłoczona, z kilkoma niewielkimi przyjemnymi zjazdami i podjazdami. Dodatkowo na samym początku jeszcze świeci słońce. Bajka.
Trzeba jednak uważać szczególnie na zjazdach. Tam gdzie śnieg jest wytarty i brak torów z pod śniegu wyłaniają się drobne gałęzie i nie trudno o wywrotkę. Co rusz pytam innych jak trasa dalej, gdzie jechać i tymi wskazówkami się kieruję. Kilka godzin później na niebo nadciągają ciężkie ołowiane chmury, ale śnieg nie chce padać. Czas jednak goni i zmęczone już trochę ciało woła o odpoczynek, trzeba więc wracać.
Wypożyczalnia czynna tylko do 16.30, oddaję więc narty i teraz czeka mnie 2 godzinne oczekiwanie na transport.
W schronisku sporo ludzi i już przy wejściu słyszę jakieś okrzyki, wrzaski. Co się dzieje? Dopiero po chwili orientuję się o niezwykłej metodzie informowania klientów o gotowym posiłku.
A w tym wszystkim bryluje pan Daniel z długą ciemną brodą, który swym ochrypłym głosem krzyczy na cały głos. Przy tej jego szczególnej artykulacji, spoglądam na żyrandol, czy czasami siła jego głosu nie poruszyła łańcuchów.
-Paulina! Obiad dla Ciebie!
-Janusz dlaczego nie odbierasz obiadku!?
A potem, już w moim kierunku.
-Zygfryd! Piwko stygnie!
Tych tekstów było dużo więcej i naprawdę fajnie to brzmi.
A ja pochylony nad „Omletem Drwala” i piwkiem u boku doczekałem w końcu transportu do domu.
Jak miło wracać nie z kierownicą w ręku ale jako pasażer.
Z czystym sumieniem mogę polecić narty w Spalonej. Jest spokojnie, wypożyczalnia na miejscu i schronisko w którym można odpocząć, coś zjeść i przy okazji poczuć niezwykłą atmosferę tego miejsca.
To był chyba ostatni mój zimowy wypad w tym roku, ale jeżeli ktoś z Was się gdzieś tam wybiera, to chętnie raz jeszcze spróbuję swoich sił i zmierzę się z białym szaleństwem pod nogami. Za każdym razem jak jestem na nartach podoba mi się to bardziej. Pozdrawiam i do zobaczenia na nartach czy też wkrótce już na nartorolkach, które teraz ze smutkiem spoglądają za okno.