Zieleniec. Masarykowa Chata( 4.01.2025r.). Będzie to opowieść o tym jak należy zadawać właściwe pytania(post na facebooku dotyczący Zieleńca), o tym jak smakuje gorąca herbata w mroźny dzień i o tym jak nie należy się wybierać samemu w miejsce sobie kompletnie nieznane w tak ekstremalnych warunkach pogodowych. I na koniec aby w takich sytuacjach rozsądek wygrał z ambicją by szczęśliwie wrócić do domu.
Przed tą wizytą była obawa jak wytrzyma mój bolący wciąż bark i jak dopisze kondycja. I niestety obawy w pełni się potwierdziły. Ale to pokłosie ciągnących się za mną kontuzji po których nie łatwo odbudować się na nowo.
Pierwszym etapem było wypożyczenie nart i dopasowanie ich do swoich butów. Wydawało się oczywiste, że w Zieleńcu nie będę miał z tym kłopotów. No i tu niestety zadając pytania o Zieleniec nie zadałem najważniejszego. Gdzie można wypożyczyć narty biegówki?
Wypożyczalni sprzętu jest tam bardzo dużo. Praktycznie jedna obok drugiej, ale gdziekolwiek zapytałem, odpowiedź była przecząca. Przeszedłem Zieleniec chyba trzy razy z jednego końca na drugi i nic. Co prawda znalazłem jedno miejsce gdzie były, ale z wiązaniami Salomona nie pasującymi do moich butów. Spotkałem się tam z twierdzeniem, że nigdzie indziej już nie znajdę biegówek. Jak to?
Zacząłem już tracić nadzieję, ale zaszedłem jeszcze do przeoczonej wcześniej wypożyczalni i okazuje się że są. Uff. Co za ulga. Wybór był co prawda niewielki, ale były i mogłem w końcu ruszyć dalej. Straciłem jednak przy tym dużo czasu i co najważniejsze sił, których w końcówce zabrakło.
Cały Zieleniec nastawiony jest na narciarstwo zjazdowe i z tym się trzeba liczyć.
Zdecydowałem w końcu wjechać gondolą kanapową i dalej orczykiem do góry na Masarykową Chatę, gdzie wiedziałem, że zaczynają się trasy. Plusem tej opcji jest to, że bardzo szybko można znaleźć się na samej górze.
A pogoda tego dnia nie była niestety sprzyjająca. Od samego rana sypał śnieg i wiał silny wiatr, a gdy wjechałem na górę, to w pierwszej chwili pomyślałem o zjechaniu w dół. Wiatr był tak silny i tak przenikliwy, że nie dało się normalnie iść a zawiewający śnieg ograniczał widoczność. I kompletnie nie miałem pojęcia jak dotrzeć do jakiejkolwiek trasy by schować się w lesie. Po krótkim odpoczynku w Chacie zobaczyłem kogoś z biegówkami na plecach i ruszyłem za nim. Dopiero on doprowadził mnie do miejsca skąd można było ruszyć. Była to trasa biegnąca równolegle do granicy. To już była połowa sukcesu. I co najważniejsze wiatr wśród drzew prawie całkowicie zanikł.
Niestety trasy do jazdy były kompletnie nie przygotowane. Nie widziały dawno ratraka, były przysypane śniegiem a ślady do klasyka zrobione tylko przez wcześniej jadącego. Najgorsze jednak było to, że wiatr w wielu miejscach przewiał śnieg i pojawiała się tafla lodu na którym narty odjeżdżały. Na pofałdowanym terenie było to szczególnie niebezpieczne, bo łatwo można było wylądować w rowie. Gdybym tam wpadł, szybko by mi nikt nie pomógł. Trasy były w zasadzie puste i tylko co jakiś czas ktoś jechał obok lub nadjeżdżał z tyłu. Dlatego ostrożność podczas jazdy przekładałem ponad wszystko. Trudny teren szybko dał mi się we znaki a i czas gonił. W końcu stwierdziłem, że trzeba wracać. Powrót był dużo trudniejszy nie tylko z powodu trudnego terenu, ale i pojawiającego się zmęczenia i bólu barku. No właśnie, tego obawiałem się najbardziej i samą końcówkę dojechałem już właściwie na jednej ręce. W Masarkowej Chacie krótki odpoczynek i radość, że herbata w termosie jeszcze bardzo ciepła i tak fajnie smakuje.
Dobrze, ale teraz trzeba wrócić. Na zewnątrz wiatr próbuje zerwać dach z chaty, zacina w pierś a lód powoduje, że jazda na nartach staje się niemożliwa. Ze względu na zmęczenie decyduje się zjechać a właściwie zejść nartostradą do Zieleńca co okazuje się dużo łatwiejsze niż sądziłem. I tak udało mi się jeszcze przed zapadającymi ciemnościami znaleźć bezpiecznie na dole. Potem już tylko oddanie nart( koszt wypożyczenia 30zł.) i oczekiwanie w restauracji Grappa przy piwku z imbirem i cytryną na transport do domu.
Podsumowując moją wyprawę warto się wybrać do Zieleńca na zjazdówki. Tu każdy znajdzie w tym temacie miejsce dla siebie i Zieleniec jest w 100% nastawiony właśnie na to. Na biegówki również, ale raczej ze swoimi nartami, bo dostęp biegówek mizerny. A początek w Masarykowej Chacie jak najbardziej wskazany jeżeli oczywiście trasy w jej pobliżu są należycie przygotowane. I nie polecam wybierać się samemu na takie wędrówki w nieznane sobie miejsce, bo jest to obarczone sporym ryzykiem. Do zobaczenia może już teraz w Jakuszycach.