Korona Gór Sowich na nartorolkach-2026r.

Aktywna Jesień na Nartorolkach. Korona Gór Sowich 2026r za nami. Na koniec moich foto-filmowych prezentacji, kilka słów by to wszystko jakoś objąć wspólną ramą.
Góry Sowie, Góry Sowie. Lubię tu być i to wszystko przeżyć. Czasami jako zawodnik, czasami jako osoba, która na klatkach aparatu próbuje uchwycić emocje. Czasami jest powiew ciepłego jesiennego wiatru, czasami powiew zimy i strugi deszczu. Góry Sowie, zapadają w pamięć i rozgrzewają krew.
W tym roku dwa dni a każdy dzień inny. Pierwszy w akcentach złotej jesieni w słonecznych promieniach, drugi w okowach mgły i zimna na mecie.

Tyle rzeczy się działo, że nie bardzo wiadomo od czego zacząć. Chyba od ciepłej atmosfery, chyba od piękna lasu i okalających wszystko wzniesień i drzew, które chyliły nad zawodnikami swoje korony. A gdzieś tam wśród tych drzew przemieszczały się zapewne sowy. Symbol zawodów i główna nagroda dla najlepszych w swoich kategoriach.
Zawodnicy dopisali, renoma Marka i Jagody z MT-SPORT z roku na rok niesie się po tych górach coraz większym echem. 70 zawodników z czołówki polskich amatorów a najstarszy z nich który uczestniczył w zawodach miał 83 lata. Niesamowite. Życzmy sobie takiej kondycji i zdrowia. Byli też niezawodni goście z Czech.
Swoją skromną reprezentacje, mieli i Nartorolkarze terenowi, którzy chodź liczebnie stanowili tylko tło, to solidnie się zaprezentowali. I gdyby nie kontuzje, które wielu z nich powaliły, byłoby jeszcze lepiej.
Dwa dni rywalizacji. Trzy podbiegi na niełatwych trasach. Ból w rękach i nogach mógł dać się we znaki.
W Walimiu start poniżej zapory, jest najdłuższy ponad 12 kilometrów w pięknej jesiennej scenerii chylących się ku drodze świerków. Drugi bieg w Głuszycy wciśniętej pomiędzy Góry Sowie i Suche. Na linii startu pojawia się starosta Wałbrzyski, który nie tylko mówi kilka słów ale i służy pomocą zawodnikowi, który upada kilka metrów po starcie.
Ukoronowaniem tego dnia jest wieczorne spotkanie w hotelu „Apropos”, gdzie najlepsi otrzymują nagrody. I gdzie potem można miło spędzić czas na parkiecie przy dźwiękach muzyki.
A niedziela to Pieszyce i 9 kilometrowy uphill na przełęcz Jugowską. Warto przy tym dniu zatrzymać się na dłużej. Rankiem pogoda nie była tak łaskawa jak dzień wcześniej. Już na linii startu mgła delikatnie ścieli się na horyzoncie. Jest jednak jeszcze jasno i przejrzyście. Im jednak wyżej tym mgła coraz szczelniej opatula drzewa i niebo i powietrze zaczyna się zmieniać. Robi się chłodniej, wilgotniej. Na samym szczycie widoczność spada do kilku metrów. Wszędzie biało, elementy mety giną w wijącej się pomiędzy namiotami i samochodami mgły.
I z tej białej zawiesiny niczym duchy wyłaniają się pojedynczo zawodnicy, trochę niepewni szukający wzrokiem taśmy kończącej bieg. Jest jednak radość, ale i zmęczenie.

Biała dama jednak wolno odpuszcza i powoli uwalnia przestrzeń od swojego oddechu. Gdy zaczyna się ceremonia wręczania nagród za cały cykl zawodów w Górach Sowich robi się już przyjemnie. Słońce zagląda przez ramiona zawodników coraz śmielej. Takie oto są Góry Sowie, nieodgadnione, zmienne i piękne.
Dolny Śląsk nie kończy jednak jeszcze swojej przygody z nartorolkami. 11 listopada zawodników czekają kolejne zawody i wjazd na Andrzejówkę. A już za kilka dni emocje po drugiej stronie Polski. Przehyba i Ochotnica czekają na spragnionych ostrych podjazdów.
Nie chowajcie więc jeszcze startowych nartorolek do szafy. Do zobaczenia.











