Dolina Baryczy-Rajd nartorolkarzy 2026r.

 

Wysokie drzewa  szczelnie oplatają w parku nieboskłon. Słońce gdzieś schowane za nimi, oplecione jeszcze senną poświatą.  Ale już wkrótce  wyłania się powoli oświetlając nasze twarze przy zbiorowej fotografii. A potem towarzyszy nam gdy mkniemy pierwsze kilometry wzdłuż ścieżki bobrów. I pisze się kolejna historia nartorolkarzy spisywana gdzieś w ciszy przez mijane przez nas drzewa.

Rajd Nartorolkarzy i Rowerzystów w Dolinie Baryczy 2026r. przeszedł już do historii. Kolejna jego edycja była równie udana jak i poprzednie. Na starcie jak zwykle zjawiła się silna ekipa na nartorolkach oraz mniej liczna rowerzystów. Była i asysta strażaków, więc nasze bezpieczeństwo było gwarantowane.

W tym roku trasa długa prawie 60 km po drogach publicznych, rowerowych i lasach. Pierwsza część po dobrze znanej części obejmującej szlak wzdłuż rzeki Barycz, staw Jamnik a potem przy bocianim gnieździe skręcamy w stronę Jeleniego Stawu.

Tam też pierwszy dłuższy postój i poczęstunek złożony z  kanapek i ciepłej kawy. Energii wciąż w ciałach wiele, ale  dobrze ją co jakiś czas uzupełniać. Na spokojnej tafli wody z dala spoglądają na nas czaple a z ukrycia ptaki czekające aż odjedziemy i w tej leśno-wodnej głuszy znów nastanie spokój nie zmącony naszymi głosami i stukiem grotów o asfalt.

W tym roku trasa powiodła również na zachodnią część Doliny Baryczy. Może nie tak spektakularną, bo pozbawioną stawów ale równie miłą do oglądania. Mieliśmy między innymi okazję przejechać przez część gminy Rawicz-Zieloną Wieś,  znaną ze swojej lokalnej hazackiej kultury.

Co 15 km kolejne postoje w miejscach  nad stawami, rzekami gdzie uzupełniamy siły i dzielimy się swoją dobrą energią.

Kolejna dłuższa przerwa jest inna od pozostałych. Nasze rolki wjeżdżają na podwórko dobrego druha Rajdów w Dolinie Baryczy Piotrka Truszkowskiego. To dla niego zbieraliśmy kilka lat temu pieniążki na leczenie a tych potrzeb w jego przypadku wciąż jest wiele.

To tu też  dojechało ciasto w kilku rodzajach ciesząc nasze podniebienie i mogliśmy sobie wygodnie i spokojnie odpocząć i napić się czego tylko dusza zapragnęła.  Dzięki Piotrek za gościnę i bądź z nami „for ever”

A potem dalej również przez las i wertepy piachu, gdzie ręce i nogi muszą się dobrze napracować. Jadąc takim zalesionym zagajnikiem wypatrujesz końca tej przeprawy, wypatrujesz lepszej ścieżki i wszystko to akceptujesz, jakby nic ważniejszego w życiu nie było.

Zachodnia cześć Doliny Baryczy to dużo dróg rowerowych wybudowanych w ostatnich latach i to one wiodły nas dalej do krańca naszej skajkowej wędrówki. Stawka mocno rozciągnięta i chwilami tylko znaki na drodze mówią gdzie skręcić.

Na ostatnim  z postojów można było spróbować i zakupić kiszonki lokalnego producenta z czego wielu z nas skorzystało.

Tak. Rajdy w Dolinie Baryczy to nie jedynie jazda, ale i poznawanie  wszystkiego co się wokół dzieje, wszystkiego co przelatuje nad  głowami i przebiega leśnymi ścieżkami. Dolina Baryczy każdego roku opowiada o sobie nową niezwykłą historię.

A potem już do domu bo zbliżający się wieczór powiał chłodem. Na horyzoncie wśród łanów pachnącego rzepaku pojawiają się wieże Żmigrodu, których widok prowadzi nas tam skąd ruszyliśmy.

Jeszcze tylko przejazd przez miasto i w końcu zdejmujemy zmęczone jazdą nartorolki. Niech odpoczną przed kolejną wyprawą. Tak jak i my, chociaż uśmiech na ustach trwa do samego końca.

 Dzięki Stowarzyszenie Nartorolki Doliny Baryczy za jak zwykle dobry rajd, za pyszne ciasto, kanapki, ciepłą kawę i oranżadę.  I dzięki wszystkim uczestnikom za udział.  Chyba mogę ze spokojem powiedzieć, że każdego roku  w maju stajemy się nieodłączną  częścią Doliny Baryczy, zapisaną śladami na drogach. Bez nas na polach  rzepak dobrze nie wyrośnie. I niech tak zostanie. Do zobaczenia za rok.  Bo jakby mogło być inaczej.