Centrum Rehabilitacji im.M Walczaka

Rehabilacyjne Westchnienia Pana Waldka

Więc pan Waldek jest teraz w szpitalu… No tak nie do końca. W szpitalu rehabilitacyjnym, gdzie przemiłe panie pielęgniarki próbują w panu Waldku… pobudzić te mięśnie które nie funkcjonują najlepiej. Jakby to nie zabrzmiało, to pan Waldek zapewnia, że za niektóre mięśnie odpowiada wyłącznie żona.
A więc przez pana Waldka ciało przepływają prądy, masują mu ramiona, wyginają ciało i karmią dobrze, by pan Waldek miał siły do kolejnych wyzwań gdy już wróci do normalnego życia.
Jest też siłownia, są długie spacery i pokonywanie wielokrotnie schodów na drugie piętro. A jeśli to nie wystarcza??
Wtedy pan Waldek wsiada na nartorolki lub rower i w drogę. Codzienna porcja kolejnych kilometrów to dla niego jak wypalona trawka i wraca potem pełen jeszcze większych zasobów energii. Pan Waldek nie ma zamiaru dać za wygraną, bo przecież życie jest piękną melodią.
Gdy pan Waldek zasypia, spogląda w okno na pustą ulicę gdzie przemykają jak duchy spóźnieni ludzie a rano budzą go wróble szukające owadów na parapecie. I przez chwilę spoglądają na zastygłego jeszcze w łóżku pana Waldka. Gdzieś w głowie odzywa się zasłyszana wczoraj muzyka na fortepianie. Dzień dobry wróbelku. Dzień dobry panie Waldku.
Pan Waldek na razie nie powie gdzie jest, ale jest mu tu dobrze. Odpoczywa psychicznie, umysłowo i fizycznie. Bo przecież dla pana Waldka jazda na nartorolkach to odpoczynek. Tętno 140 każdego dnia choć przez godzinkę jest jak najbardziej wskazane.
Pan Waldek jeszcze tu trochę będzie i jak mu się uda opowie jakąś kolejną rehabilitacyjną historię.
A dziś w sobotni ranek mała odmiana. Deszcz zapukał o parapet zamiast wróbli a w smugach świateł pobliskich latarni odbiło się poranne niebo.
Rehabilitacyjne westchnienia pana Waldka część druga.

Pan Waldek jest we właściwym miejscu i we właściwym czasie i steruje swoją białą czaplą o czterech skrzydłach, która wzlatuje nad ich głowami i kieruje swoje oko w ich stronę.
Osieczna to niewielkie miasteczko w pobliżu Leszna leżące nad jeziorem Łoniewskim. To tu mieści się Centrum Rehabilitacji im. M. Walczaka do którego zdążają ludzie po operacjach, wypadkach i takie osoby jak pan Waldek, które każdego dnia muszą się zmagać z bólem kręgosłupa.
Zabytkowy zamek w którym ludzie odzyskują sprawność, znajduje się pośród pięknego parku, niemal przy brzegu jeziora. Grube dęby swoimi koronami omiatają dach pałacu. Pomiędzy drzewami można spotkać wiewiórki, spacerujące kaczki a nurtem wąskiego kanału przepływają ryby.
Pan Waldek spędził tu 3 tygodnie na intensywnej rehabilitacji. Bo jak nie spróbować kolejny raz zagrać na nosie niesprawności. Termin może nie był najlepszy bo kolidował z zawodami na nartorolkach „Sworne 2025” ale co zrobić. Rozbicie bólu w drobny mak stało się priorytetem.
Rehabilitacja szpitalna rehabilitacją, ale dlaczego się jeszcze nie wspomóc? Nartorolki i rower stały się już niemal codziennymi gośćmi bagażnika samochodu. Przecież zawsze znajdzie się czas i miejsce by dodatkowo dopomóc swojemu ciału w nieustającej walce.
Pan Waldek budził się wcześnie i zawsze przez kilka minut spoglądał w okno. Obserwował pająka uwijającego sieć, spacerujące koty i wsłuchiwał się w śpiew ptaków. A potem zaczynał się dobowy rytm zapiany na karcie zabiegowej.
Każdego dnia czas do popołudnia był szczelnie wypełniony intensywną rehabilitacją.
Ćwiczenia to podstawa szybkiego powrotu do sprawności. Ciało pana Waldka zostało rozciągnięte w każdym możliwym kierunku i dzięki temu zakres ruchu znacznie się poszerzył. Były też prądy, łóżko wodne i inne rehabilitacyjne zabiegi. Dodatkowo pomiędzy nimi dostępna była dobrze wyposażona siłownia z której można było korzystać bez ograniczeń.
Popołudniami nie ma tam za bardzo co robić. To nie sanatorium i rozrywek jak na lekarstwo, więc nartorolki i rower codziennie wyznaczały sobie nowe wyzwanie dla ciała i umysłu.
Szlagierową trasą dla pana Waldka była ścieżka rowerowa biegnąca dookoła jeziora Łoniewskiego lub pobliskie Leszno czy też kierunek na Goniembice. Możliwości zresztą było znacznie więcej. Ponad godzinna jazda na nartorolkach dodatkowo oczyszczała ciało i umysł i wprowadzała w stan dopełnienia. Chyba żaden inny sport nie działa na ciało w taki szczególny sposób.

Zachodzące słońce leniwie wymyka się spod burzowych chmur, młodzież wraca do swej stanicy a pan Waldek też chowa swoją białą czaple o czterech skrzydłach. Jutro spakuje swoje bagaże, pożegna się z nowymi znajomymi i wróci do swojego kolorowego świata.
To jednak nie koniec tegorocznej rehabilitacyjnej przygody pana Waldka. Na początku września znów czeka go kolejna podróż w poszukiwaniu zdrowia. Tym razem aż do „Wysowej Zdrój” daleko, daleko na wschodzie Polski.
Może tam pan Waldek dobije ból, tą przebiegłą damę o czarnych oczach, która w końcu będzie miała dość, tych ćwiczeń, nartorolek i ciągłego marudzenia.
-Poddaję się panie Waldku, te pana nartorolki przyprawiają mnie o zawrót głowy. Bądź zdrów a ja poszukam kogoś innego, komu będę mogła wbić szpilę. Pan Waldek czeka na takie właśnie słowa.