Rajd na nartorolkach w Dolinie Baryczy 2025r.

Pora i na mnie by wtrącić swoje trzy grosze o Rajdzie w Dolinie Baryczy 2025r. Rajd jest dla mnie czymś takim co bym  określił jako „must have” Więc byłem, dotknąłem, posmakowałem i co najważniejsze na nartorolkach.

Deszcze niespokojne spokojnie odpłynęły w sobotni wieczór z nad Doliny Baryczy  i zmoczona trasa rajdu mogła przyjąć swoich gości.

W tym roku rajd Stowarzyszenia Nartorolki Doliny Baryczy w  nieco uboższej formule i z mniejszą liczbą uczestników. Nie zabrakło jednak  Piotra Truszkowskiego, dla którego rok temu zbieraliśmy pieniążki i który między innymi dzięki nim trzyma się dzielnie a proces chorobowy się zatrzymał. Nie zapominajmy, że zbiórka nadal trwa, bo potrzeby Piotra wciąż są ogromne.

Pojawił się  też   nowy pasjonat nartorolek terenowych Tomek, któremu wszyscy dopingowaliśmy w jego pierwszych rajdowych krokach. Był też smok a pilnowała nas na quadzie dwójka strażaków, dbając o nasze bezpieczeństwo.

Przedział wiekowy uczestników też był rozległy. Od małej dziewczynki która na swoim rowerku pobiła swój rekord przejechanych kilometrów( i opowiedziała  swój niezwykły sen z poprzedniej nocy) aż po 70 plus co świadczy też o tym, jak zbawienna dla zdrowia jest jazda na nartorolkach ale i na rowerach.

Trasa rajdy nie różniła się wiele od tras z lat ubiegłych po za dość wymagającym odcinkiem terenowym do tamy Goeringa, gdzie trzeba było włożyć więcej siły w pokonanie szutrowo-kamienistego terenu.

Na trasie liczne przystanki na których Stowarzyszenie karmiło nas kanapkami, plackiem i niezniszczalną oranżadą. Dlatego sił w nogach nie mogło zabraknąć i z przyjemnością pokonywaliśmy kolejne kilometry.

A wokół nas przyroda, stawy Milickie, las i towarzyszące nam wśród  drzew echo roznosząc nasze głosy i uderzenia kijów we wszystkie strony.

Gdy niebo swym błękitem znów nas witało, dron Arka tańczył nad naszymi głowami pisząc  niezwykłą, filmową historię.

I może dobrze że nie było upałów a chłód dnia na przystankach i w cieniach drzew dawał o sobie znać. Dojechaliśmy bowiem do końca rajdu w dobrej formie, nie przegrzani majowym słońcem.

Na mecie były medale, tunel dla Tomka a potem większość udała się do pizzerii by wkrótce zrelaksowani wracać do domu.

Cieszę się, że mimo kilku ograniczeń które ostatnio postawiło przede mną życie, udało mi się przejechać cały rajd na nartorolkach. Po powrocie do domu zmęczenie, kręgosłup i bark szybko zwaliły mnie jednak z nóg i  jak małe dziecko odpłynąłem w odmęt snu.

Dzięki serdeczne Stowarzyszenie Nartorolki Doliny Baryczy za rajd i całą oprawę. I do zobaczenia jak Bóg da za rok.